wtorek, 21 lutego 2012

Głodni męczeństwa („Głód”, S. McQueen)

Porażająca surowość tego wielkiego filmu pochodzi nie od artystycznej ascezy formy, ale twardości pięści uderzającej w twarz i pałki spadającej na nerki. W 1981 r. bojownicy IRA, skazani za akty terroru i osadzeni w brytyjskim więzieniu Maze, podjęli protest, żądając m.in. statusu więźniów politycznych. Rząd premier Thatcher żądania te odrzucił.
Ich opór faktycznie przybierał formy autodestrukcyjne. Najpierw był to tzw. „brudny protest”, polegający na odmowie korzystania z łaźni, systematycznym rozprowadzaniu po ścianach celi własnych ekskrementów i wylewaniu nieczystości. Samozniszczenie osiągnęło apogeum w podjętym następnie strajku głodowym, doprowadzonym do fatalnego końca (w jego wyniku na śmierć zagłodziło się dziesięciu więźniów).
Film pokazuje z klaustrofobicznej perspektywy więzienia koło tortur, w jakim uwięźli wszyscy uczestnicy zdarzeń. Margaret Thatcher występuje tylko pod postacią głosu z offu, wygłaszającego stanowczym, choć beznamiętnym i znużonym tonem Nemezis przemówienia w Izbie Gmin. „Na żywo” mury Maze czynią współwięźniami Irlandczyków i ich strażników – także ci ostatni nabrzmiewają poczuciem zagrożenia i klęski. I nie bez powodu; oni też padają ofiarą tej wojny, również w sensie najbardziej dosłownym. Nienawiść jest w pewien sposób związkiem intymnym jak miłość, bo tak jak ona zwiera byty osobne, jednoczy je we wspólnym losie. Jakże zły to jednak los. 
Nienawiść ma też swoją własną dynamikę, tendencję do autonomizowania się. Film rozpoczyna się w momencie, gdy choroba jest już zaawansowana. Nie przez upór stron i nawet nie za sprawą ich determinacji przekraczane są kolejne progi przemocy. Zdaje się, że to nieubłagana, obojętna mechanika zdarzeń popycha wypadki naprzód, już poza wolnym wyborem zaangażowanych stron. Negocjacje nie są możliwe.
W jednej ze scen więźniowie zostają wyposażeni w kolorowe ubrania i zaprowadzeni do miłych dla oka cel. Wtedy na moment, na jeden pełny oddech zatrzymuje się akcja; więźniowie zastygają, wahając się w zawieszeniu pomiędzy dalszym oporem a kojącą uległością. Pluszowa pokusa zostaje jednak odrzucona, oszalałe dzieło zniszczenia (tym razem sprzętów w celi) na nowo podjęte. Nakręcona sprężyna nienawiści rozwiera się, a zarazem rozdziera wszystkie dusze i ciała, które znajdzie w swym zasięgu.
Film na dwie części, poświęcone brudnemu protestowi i głodówce, dzieli kulminacyjna scena rozmowy między przywódcą strajku głodowego, Bobby’m Sandsem, a księdzem. W umownym, minimalistycznym anturażu więziennej sali widzeń rozgrywa się intensywny, wręcz wydestylowany konflikt racji, przez większość sceny oglądany z bezpiecznego, „racjonalnego” dystansu. Naprzeciwko bojownika nie siedzi kapitulacjonista, ale irlandzki duchowny, który wyrósł z tego samego życia i rozumie sens walki. Nie rozumie jednak, a może tylko nie akceptuje, pomysłu na samozagładę, stąd stara się obronić przed Sandsem wartość życia jego i innych. Samozatracenie na ołtarzu wyższego celu – tego nie wolno człowiekowi (czy nie jest to przywilej boski?). Jednak to Sands zwycięża w dyskusji – po to, by zostać pokonanym.
Wyniszczająca organizm deprywacja (aktor Michael Fassbender poddał swoje ciało próbie ekstremalnej, która wygląda nawet na groźną dla jego życia) pokazana jest naturalistycznie i boleśnie także dla widza. Umęczone ciało jest jednak uszanowane, jeśli nie uświęcone zabiegami pielęgnacyjnymi, nieskazitelna biel prześcieradeł pozostaje w uderzającym kontraście z wcześniej oglądanymi pomazanymi ścianami i uryną. W pewien sposób poszanowana została także jego wola – Thatcher zakazała przymusowego karmienia więźniów. To umieranie nadało mu godność. Ale czy rzeczywiście było warto i czy było wolno?
Film ani nie demitologizuje Sandsa i jego protestu, ani nie jest jego apologią, choć bywał odczytywany na oba te, przeciwstawne sposoby. Nie zawiera ani jednej zbędnej sceny, jest precyzyjny i – nie trzeba dodawać – wstrząsający.
A na koniec zdumiewa najbardziej, jak możliwe było Porozumienie Wielkopiątkowe z 1998 roku. Chciałoby się zapytać – jakim cudem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz