Powrót Waltera do normalności po
dwunastu latach odsiadki jest trudny. Nic w tym dziwnego – polskie tłumaczenie
tytułu, w odróżnieniu od angielskiego oryginału, od razu zdradza naturę jego przestępstwa.
Film „Zły dotyk” można obejrzeć w
ramach cyklu o wykluczeniu, prezentowanego przez kanał Ale kino. Społeczne wykluczenie Waltera jest faktem – zostaje
odrzucony przez współpracowników w tartaku, gdzie podejmuje pracę po wyjściu z
więzienia, z całej rodziny widywać go ma ochotę jedynie szwagier. Bohater jest jednak
przede wszystkim potwornie udręczony własną trudną do okiełznania, nieugaszoną pedofilską
skłonnością, przez swoje zboczenie samo-wykluczający się ze wspólnoty,
przerażony alarmująco aktualną możliwością recydywy. Nade wszystko to on sam obsesyjnie
wodzi palcem po swym piętnie, jest swoją dewiacją spętany i opętany. Obsesję tę
podsyca bolesna świadomość, że rzecz nie jest higienicznie zakończona wraz z
opuszczeniem murów więzienia, że niezdrowy pociąg do dziewczynek niekoniecznie
należy do bezpiecznej przeszłości. Zniewolenie znajduje wręcz fizyczny wyraz – w
jego kwadratowych, sztywnych, skrępowanych ruchach, pochylonej głowie, skamieniałych
pozach, w których zastyga jego ciało. Jest jawne, że Walter najbardziej boi się
sam siebie.
Reżyser(ka) nie stosuje tanich
chwytów, obliczonych na łatwe pozyskanie dla niego współczucia widzów. Nie
wplata w film tylekroć już widzianych łzawych wspomnień trudnego dzieciństwa,
ojca-kata i matki-alkoholiczki, nie prawi morałów o sztafecie pokoleń
okaleczonych i kaleczących, nie relacjonuje losu wrażliwego bohatera w
więzieniu. Pokazuje jego winę jako niewątpliwą, niczego nie ułatwia, nie idzie
na skróty. O rodzinie dowiadujemy się tyle tylko, że siostra Waltera nie chce
go znać, bo – prawdopodobnie – także ona została przez niego skrzywdzona.
Właściwie cała osobowość Waltera zostaje
tu sprowadzona do jego dewiacji i walki, jaką toczy sam z sobą, aby nad dewiacją
tą zapanować. Sam bohater widzi zdarzenia, zachowania innych przez jej pryzmat, który jednak przesącza
na drugą stronę jedną tylko, smolistą barwę. Trudno z nim sympatyzować. Jednak ostatecznie
właśnie to czynimy, wiernie towarzysząc mu w zmaganiu.
Czy struktura zdarzeń nie
odpowiada tej ze średniowiecznego moralitetu? Walkę o duszę Waltera toczą
Vickie, poturbowana przez życie kobieta po przejściach, która obdarzyła go
uczuciem i nachodzący go, napastliwy, odzierający go metodycznie z godności policjant
Lucas. To, co ich fundamentalnie różni, to stosunek do Waltera. Vickie ma dla
niego miłość, a Lucas nienawiść, w rezultacie Vickie w niego wierzy, a Lucas
wierzy w jego niechybny upadek. Upadek ten nie następuje, a przynajmniej nie na
naszych oczach, choć Walter targany emocjami odbywa niestabilny spacer nad krawędzią.
Film niezwykle subtelnie pokazuje
stopniowe dojrzewanie bohatera do świadomości krzywdy, jaką wyrządził
molestowanym przez siebie dziewczynkom. Gdy tężeje na wieść o tym, że Vicki
była molestowana przez braci, gdy terapeuta wydziera z niego kawałek po kawałku
niedokończone wyznanie o relacjach z siostrą, gdy z wyostrzoną uwagą obserwuje
swoje alter ego, mężczyznę czyhającego
na dzieci wychodzące ze szkoły, kiedy słucha drastycznej opowieści Lucasa o
zmasakrowanej ofierze innego pedofila: za każdym razem robi jeden krok. Ten
najważniejszy czyni w parku, gdy traci nad sobą kontrolę i nagabuje małą dziewczynkę,
by usiadła mu na kolanach. Dowiedziawszy się jednak, że była już obiektem molestowania,
przeglądając się w jej nienaturalnej powadze i złamanej ufności, a także w
odrażającym czynie jej ojca, wstrząśnięty rezygnuje.
Gra aktorska Kevina Bacona jest po brzegi pełna przekonującej, organicznej prostoty, pozbawiona fałszywych artystowskich tonów, magnetyczna. Hollywoodzki aktor niewątpliwie musiał zdobyć się na niemałą
odwagę, by wcielić się w postać pedofila. Doceniając jego maestrię, tym
bardziej trzeba żałować, że zwykle trwoni swój talent w produkcjach trzeciorzędnych.
Ten film jest prowadzony tak
delikatnie i tak inteligentnie – choćby wtedy, gdy bez dosłowności, a jednak
dosadnie sugeruje sposób działania Waltera, albo kiedy pozwala tylko z
oddalenia śledzić burzliwą i zakończoną niepowodzeniem jego rozmowę z siostrą.
Przede wszystkim jednak dlatego,
że dając nadzieję, nie daje pewności.