piątek, 11 maja 2012

Nowoczesny moralitet („Zły dotyk”, N. Kassell)


Powrót Waltera do normalności po dwunastu latach odsiadki jest trudny. Nic w tym dziwnego – polskie tłumaczenie tytułu, w odróżnieniu od angielskiego oryginału, od razu zdradza naturę jego przestępstwa.

Film „Zły dotyk” można obejrzeć w ramach cyklu o wykluczeniu, prezentowanego przez kanał Ale kino. Społeczne wykluczenie Waltera jest faktem – zostaje odrzucony przez współpracowników w tartaku, gdzie podejmuje pracę po wyjściu z więzienia, z całej rodziny widywać go ma ochotę jedynie szwagier. Bohater jest jednak przede wszystkim potwornie udręczony własną trudną do okiełznania, nieugaszoną pedofilską skłonnością, przez swoje zboczenie samo-wykluczający się ze wspólnoty, przerażony alarmująco aktualną możliwością recydywy. Nade wszystko to on sam obsesyjnie wodzi palcem po swym piętnie, jest swoją dewiacją spętany i opętany. Obsesję tę podsyca bolesna świadomość, że rzecz nie jest higienicznie zakończona wraz z opuszczeniem murów więzienia, że niezdrowy pociąg do dziewczynek niekoniecznie należy do bezpiecznej przeszłości. Zniewolenie znajduje wręcz fizyczny wyraz – w jego kwadratowych, sztywnych, skrępowanych ruchach, pochylonej głowie, skamieniałych pozach, w których zastyga jego ciało. Jest jawne, że Walter najbardziej boi się sam siebie.

Reżyser(ka) nie stosuje tanich chwytów, obliczonych na łatwe pozyskanie dla niego współczucia widzów. Nie wplata w film tylekroć już widzianych łzawych wspomnień trudnego dzieciństwa, ojca-kata i matki-alkoholiczki, nie prawi morałów o sztafecie pokoleń okaleczonych i kaleczących, nie relacjonuje losu wrażliwego bohatera w więzieniu. Pokazuje jego winę jako niewątpliwą, niczego nie ułatwia, nie idzie na skróty. O rodzinie dowiadujemy się tyle tylko, że siostra Waltera nie chce go znać, bo – prawdopodobnie – także ona została przez niego skrzywdzona.

Właściwie cała osobowość Waltera zostaje tu sprowadzona do jego dewiacji i walki, jaką toczy sam z sobą, aby nad dewiacją tą zapanować. Sam bohater widzi zdarzenia, zachowania innych przez jej pryzmat, który jednak przesącza na drugą stronę jedną tylko, smolistą barwę. Trudno z nim sympatyzować. Jednak ostatecznie właśnie to czynimy, wiernie towarzysząc mu w zmaganiu. 

Czy struktura zdarzeń nie odpowiada tej ze średniowiecznego moralitetu? Walkę o duszę Waltera toczą Vickie, poturbowana przez życie kobieta po przejściach, która obdarzyła go uczuciem i nachodzący go, napastliwy, odzierający go metodycznie z godności policjant Lucas. To, co ich fundamentalnie różni, to stosunek do Waltera. Vickie ma dla niego miłość, a Lucas nienawiść, w rezultacie Vickie w niego wierzy, a Lucas wierzy w jego niechybny upadek. Upadek ten nie następuje, a przynajmniej nie na naszych oczach, choć Walter targany emocjami odbywa niestabilny spacer nad krawędzią.

Film niezwykle subtelnie pokazuje stopniowe dojrzewanie bohatera do świadomości krzywdy, jaką wyrządził molestowanym przez siebie dziewczynkom. Gdy tężeje na wieść o tym, że Vicki była molestowana przez braci, gdy terapeuta wydziera z niego kawałek po kawałku niedokończone wyznanie o relacjach z siostrą, gdy z wyostrzoną uwagą obserwuje swoje alter ego, mężczyznę czyhającego na dzieci wychodzące ze szkoły, kiedy słucha drastycznej opowieści Lucasa o zmasakrowanej ofierze innego pedofila: za każdym razem robi jeden krok. Ten najważniejszy czyni w parku, gdy traci nad sobą kontrolę i nagabuje małą dziewczynkę, by usiadła mu na kolanach. Dowiedziawszy się jednak, że była już obiektem molestowania, przeglądając się w jej nienaturalnej powadze i złamanej ufności, a także w odrażającym czynie jej ojca, wstrząśnięty rezygnuje.

Gra aktorska Kevina Bacona jest po brzegi pełna przekonującej, organicznej prostoty, pozbawiona fałszywych artystowskich tonów, magnetyczna. Hollywoodzki aktor niewątpliwie musiał zdobyć się na niemałą odwagę, by wcielić się w postać pedofila. Doceniając jego maestrię, tym bardziej trzeba żałować, że zwykle trwoni swój talent w produkcjach trzeciorzędnych.

Ten film jest prowadzony tak delikatnie i tak inteligentnie – choćby wtedy, gdy bez dosłowności, a jednak dosadnie sugeruje sposób działania Waltera, albo kiedy pozwala tylko z oddalenia śledzić burzliwą i zakończoną niepowodzeniem jego rozmowę z siostrą.

Przede wszystkim jednak dlatego, że dając nadzieję, nie daje pewności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz