niedziela, 2 września 2012

Matka dziecka Rosemary ("Musimy porozmawiać o Kevinie", L. Ramsay)


Przejmujący film Lynne Ramsay zdaje nieśpieszną relację z „życia po” – życia matki po masakrze na dużą skalę dokonanej przez jej syna w szkole i w domu, i „życia przed” – ich nieudanych stosunków rodzinnych przed zdarzeniem. W sposób świeży i nieschematyczny stawia problemy nienowe: unde malum, co lub kto naprawdę odpowiada na zbrodnię, dlaczego człowiek zły jest zły. Na pytania te nie udziela odpowiedzi. Jedynie zakleszcza widza w widłach dylematu: natura czy kultura (wychowanie). Stąd bierze się jego wartość i niepokojąca wymowa.

Eva, pokutująca matka, ta Niobe na opak, ściera ze ścian swojego domu zacieki z czerwonej farby rozchlapanej przez mścicieli zbrodni popełnionej przez Kevina, uparcie trwa na posterunku, metodycznie zaszczuwana przez miejscową społeczność. Czy jednak istotnie ma za co pokutować?

W retrospekcjach Kevin ukazany jest jako przewrotny od dnia narodzin. Diaboliczny – jednocześnie wybitnie inteligentny, nieczuły i amoralny. Wytrawny manipulator, przy obcych jest bez zarzutu, odmawia łaski swej życzliwości matce i udziela jej ojcu (w jednej ze scen widzimy, jak afekty te jest zdolny momentalnie odwrócić w sposób równie wyrachowany, co dla zainteresowanej uwodzicielski). Ugina się tylko przez nagą siłą. Jednak z niej także umie uczynić dźwignię realizacji swych celów (szantażuje matkę, wyzyskując jej poczucie winy, po tym gdy raz użyła wobec niego przemocy). Co najważniejsze, systematycznie ćwiczy celność strzału z łuku, by w starannie obranym momencie, na krótko przez osiągnięciem pełnoletniości, opróżnić swój kołczan.

Czy jednak film ma być ilustracją tezy Schopenhauera, że przynosimy swój charakter na świat – w przypadku socjopaty Kevina, charakter naznaczony nieuleczalnym defektem? To rzecz niejednoznaczna. Sama Eva jest oziębła, wycofana, najpierw nie akceptująca ciąży, potem nie akceptująca narodzonego dziecka (grająca ją Tilda Swinton wydaje się stworzona do tej roli). Być może bezwiednie, przez „emocjonalną deprywację”, ukształtowała syna na swoje podobieństwo, „tylko bardziej”, gdyż bez jej własnej samokontroli i powściągliwości. Nastoletni już Kevin z sadystyczną satysfakcją diagnozuje pewnego razu, że swoją złośliwość odziedziczył właśnie po niej. Byłaby to zatem sztafeta pokoleń, od niekochającej matki do okrutnego syna. Film poddaje się wreszcie także skrajnej interpretacji – że Kevin był od początku występny tylko w zniekształconym odbiorze matki, a dopuszczając się zbrodni, dorósł tylko do wyobrażenia, jakie o nim powzięła. Perspektywą filmu jest przecież optyka samej Evy, to przez filtr jej percepcji obserwujemy zdarzenia. Czy więc ostatecznie wina leży w tej Królowej Śniegu, jej deficycie miłości? Ale czy niedostatek miłości może być zawiniony – nie jest przecież żadnym wyborem?

Zagadkowa jest także zaciekła i niszcząca wrogość społeczności do, również wszak dotkniętej przez zło i zbolałej, Evy. Być może mściciele zaobserwowali wcześniej w relacjach matki i syna coś, co usprawiedliwia to nieznośne natężenie nienawiści. Lecz może raczej nienawiść ta jest próbą restytucji zakłóconego ładu poprzez wymierzenie odpłaty – za to, czemu faktycznie nie da się zadośćuczynić i tej, która nie jest rzeczywiście winna. Głębia tej pomsty jest właśnie dlatego niewyczerpana, że każda jej kolejna miara okazuje się w końcu niewystarczająca dla przywrócenia porządku. Zło nie daje się w ten sposób odczynić, a rana zasklepić.

Jednostajny rytm filmu, z powracającym jak rondo natrętnym motywem czerwonych plam, aż do tych pozostawionych po strzałach, które utkwiły w małej siostrze Kevina i jej ojcu, jest trudny do zniesienia. Jego chłód dobrze oddaje torturę życia Evy. A także grozę bezlitosnego czynu Kevina. Być może również skazę osobowości obojga, ten kawałek lustra w sercu, który u syna skrystalizował się w całe skute lodem jezioro.

Zło nie daje się wytłumaczyć i zracjonalizować. Palący problem jego źródła pozostaje nierozwiązany.

I tylko jeden z pokrzywdzonych przez mordercę nastolatków, poruszający się na wózku, przypadkowo spotkany przez Evę wyłamuje się z frontu nienawiści. Gdy matka spodziewa się od niego kolejnego ciosu, od obdarza ją dobrym słowem. A na lodowym jeziorze pojawia się rysa – w finale Kevin zdradza pewną słabość, a Eva go przytula. Ten uścisk matki z synem niesie trudną nadzieję na nawrócenie.

Okazuje się, że to jedyna dostępna odpowiedź na pytanie o winę i odpowiedzialność. Zło jest z rzeczywistości nieusuwalne. Nieusuwalna jest jednak także ta nadzieja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz