czwartek, 18 października 2012

Nauczyciele („Half Nelson”, R. Fleck)


To nie jest kolejny film o malowniczym dojrzewaniu wrażliwej młodzieży w dobrej szkole (captain, my captain), ani o przedwczesnej, parszywej dojrzałości młodzieży w szkole złej. To nie jest film o nauczycielu-entuzjaście mającym swoje sprytno-naiwne, niezawodne sposoby, by ze szkoły złej uczynić dobrą: rozświetlić kagankiem oświaty mroki zakazanych dzielnic. To film o nauczycielu, który sam w ekspresowym tempie zapada się w mrok i jego trzynastoletniej uczennicy, niebezpiecznie balansującej na granicy między światłem a cieniem.

Dan Dunne, uzależniony od narkotyków, jest bliski zupełnego heroinowego upadku. W chwiejnym pionie trzyma go jeszcze tylko praca. Jednak jego lekcje historii, oparte na ciekawym być może pomyśle, coraz bardziej rozłażą się w szwach (bo wbrew, jak się zdaje, powszechnej opinii, nie wydaje mi się, by były to lekcje dobre). Jego próby nawiązania bliższych relacji z rodziną, z koleżanką z pracy pełzną na niczym. Pogrąża się w samotności i w nałogu. Czyni to z masochistyczną, cichą determinacją, może dlatego, że jest już skrajnie wyeksploatowany, że stracił już wszystkie siły broniąc się przed demonami.

Trzeźwo myśląca Drey staje się mimowolną powiernicą jego sekretu, gdy przypadkiem odkrywa go półprzytomnego w szkolnej szatni. Dzięki temu zdarzeniu, niewygodnemu położeniu, w jakim nauczyciela stawia kompromitująca dla niego wiedza uczennicy i pomocy, jakiej ta mu udziela, nawiązują partnerską więź. Przyjaźń ta ze strony dziewczynki jest nacechowana ewidentną fascynacją Danem – nie tyle jako figurą (nieobecnego) ojca, co po prostu jako człowiekiem darzącym ją uwagą, może także jako mężczyzną, obiektem pierwszych nastoletnich westchnień.

Tymczasem narkotykowy dealer z sąsiedztwa, gładkolicy i sacharynowo serdeczny kusiciel chce użyć Drey w swym biznesie, tak jak wcześniej to uczynił z jej odsiadującym wyrok bratem. Jej zapracowana matka nie sprawuje nad nią realnej opieki. Dan dysponuje ograniczonymi tylko możliwościami, by przeciwdziałać demoralizacji Drey – w końcu sam potrzebuje pomocy, a jego autorytet jest nadszarpnięty.

Film ma jedną, wydawałoby się, dyskwalifikującą wadę. Jest oparty na scenariuszu średniej jakości, który nie piętrzy zdarzeń w dramaturgiczne crescendo – nie zmierza w sposób zaplanowany do jakiegokolwiek rozwiązania (choć to przecież w końcu następuje), jakiegokolwiek ujścia, a raczej monotonnie meandruje wśród bagien. Być może bierze się to stąd, że obraz ten jest rozbudowaną wersją filmu krótkometrażowego, przez co fabuła jest uboga w zdarzenia.

A jednak. To naprawdę wartościowy film. Nie stawia społecznych diagnoz, nie naucza, nie moralizuje - lewicujące wstawki i zdradzane przez Dana zainteresowanie dialektyką można właściwie zignorować jako niewiele znaczący dla dramatu, przygodny element. Jest opowieścią intymną i wiarygodną, wywołującą współczucie, uczucie tak drogocenne. Już choćby dla jednej, kulminacyjnej sceny warto ofiarować mu swój czas: gdy Drey przypadkowo spotyka Dana w melinie jako jego dealer, spojrzenie Ryana Goslinga (która to już jego świetna rola? za tę został nominowany do Oscara) jest nie do opisania w swoim smutku i głębi, jest wprost wstrząsające. Odbija się w nim cała groza tej sytuacji i całą na nią apatyczna zgoda, cała świadomość świata, jakim on jest, i czułość, z jaką przyjmuje, że na świat ten są skazani razem z Drey.

Prześwit nadziei w zakończeniu to nie happy end. Nie wiadomo, jak skończy się ta podróż. Na razie wiadomo tylko, że odbędą ją wspólnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz