To nie jest kolejny film o malowniczym
dojrzewaniu wrażliwej młodzieży w dobrej szkole (captain, my
captain), ani o przedwczesnej, parszywej dojrzałości młodzieży
w szkole złej. To nie jest film o nauczycielu-entuzjaście mającym
swoje sprytno-naiwne, niezawodne sposoby, by ze szkoły złej uczynić
dobrą: rozświetlić kagankiem oświaty mroki zakazanych dzielnic.
To film o nauczycielu, który sam w ekspresowym tempie zapada się w
mrok i jego trzynastoletniej uczennicy, niebezpiecznie balansującej
na granicy między światłem a cieniem.
Dan Dunne, uzależniony od
narkotyków, jest bliski zupełnego heroinowego upadku. W chwiejnym pionie trzyma go
jeszcze tylko praca. Jednak jego lekcje historii, oparte na ciekawym być może
pomyśle, coraz bardziej rozłażą się w szwach (bo wbrew,
jak się zdaje, powszechnej opinii, nie wydaje mi się, by były to
lekcje dobre). Jego próby nawiązania bliższych relacji z rodziną,
z koleżanką z pracy pełzną na niczym. Pogrąża się w samotności
i w nałogu. Czyni to z masochistyczną, cichą determinacją, może
dlatego, że jest już skrajnie wyeksploatowany, że stracił już
wszystkie siły broniąc się przed demonami.
Trzeźwo myśląca Drey staje się
mimowolną powiernicą jego sekretu, gdy przypadkiem odkrywa go
półprzytomnego w szkolnej szatni. Dzięki temu zdarzeniu,
niewygodnemu położeniu, w jakim nauczyciela stawia kompromitująca
dla niego wiedza uczennicy i pomocy, jakiej ta mu udziela, nawiązują
partnerską więź. Przyjaźń ta ze strony dziewczynki jest
nacechowana ewidentną fascynacją Danem – nie tyle jako figurą
(nieobecnego) ojca, co po prostu jako człowiekiem darzącym ją
uwagą, może także jako mężczyzną, obiektem pierwszych nastoletnich westchnień.
Tymczasem narkotykowy dealer z
sąsiedztwa, gładkolicy i sacharynowo serdeczny kusiciel chce użyć Drey w swym
biznesie, tak jak wcześniej to uczynił z jej odsiadującym wyrok
bratem. Jej zapracowana matka nie sprawuje nad nią realnej opieki.
Dan dysponuje ograniczonymi tylko możliwościami, by przeciwdziałać
demoralizacji Drey – w końcu sam potrzebuje pomocy, a jego
autorytet jest nadszarpnięty.
Film ma jedną, wydawałoby się,
dyskwalifikującą wadę. Jest oparty na scenariuszu średniej
jakości, który nie piętrzy zdarzeń w dramaturgiczne crescendo –
nie zmierza w sposób zaplanowany do jakiegokolwiek rozwiązania
(choć to przecież w końcu następuje), jakiegokolwiek ujścia, a
raczej monotonnie meandruje wśród bagien. Być może bierze się to
stąd, że obraz ten jest rozbudowaną wersją filmu
krótkometrażowego, przez co fabuła jest uboga w zdarzenia.
A jednak. To naprawdę wartościowy
film. Nie stawia społecznych diagnoz, nie naucza, nie moralizuje - lewicujące wstawki i zdradzane przez Dana zainteresowanie dialektyką można właściwie zignorować jako niewiele znaczący dla dramatu, przygodny element.
Jest opowieścią intymną i wiarygodną, wywołującą współczucie,
uczucie tak drogocenne. Już choćby dla jednej, kulminacyjnej sceny
warto ofiarować mu swój czas: gdy Drey przypadkowo spotyka Dana w
melinie jako jego dealer, spojrzenie Ryana Goslinga (która to już
jego świetna rola? za tę został nominowany do Oscara) jest nie do
opisania w swoim smutku i głębi, jest wprost wstrząsające. Odbija
się w nim cała groza tej sytuacji i całą na nią apatyczna zgoda,
cała świadomość świata, jakim on jest, i czułość, z jaką
przyjmuje, że na świat ten są skazani razem z Drey.
Prześwit nadziei w zakończeniu to nie
happy end. Nie wiadomo, jak skończy się ta podróż. Na
razie wiadomo tylko, że odbędą ją wspólnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz